Zawetowany transfer Johnstona zmienił drogę Flamengo
Flamengo ożywiło rynek transferowy w ostatnich dniach po zmianie strategii działania. Rubro-Negro zainwestowali już ponad 40 milionów euro w wzmocnienia z europejskich klubów, po tym jak odrzucono transfer zawodnika z niższej półki Starego Kontynentu. Te ruchy zmniejszyły presję na dyrektora technicznego José Boto, który odzyskał zaufanie władz i kibiców.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Pierwszym planowanym wzmocnieniem Flamengo w letnim oknie miał być napastnik Mikey Johnston z West Bromwich. Podobnie jak Juninho na początku roku, byłby to tańszy transfer - 7 milionów euro - a zawodnik miał już zaplanowaną podróż do Rio de Janeiro. Jednak negatywny odbiór transferu nieznanego Irlandczyka z klubu z Championship sprawił, że Rubro-Negro wycofali się z transakcji i zmienili strategię.
Prezydent Luiz Eduardo Baptista w ostatniej chwili zablokował transfer, co zirytowało José Boto i sprawiło, że rozważał nawet rezygnację. W siedzibie klubu w Gávea pojawiły się też naciski, by zwolnić Portugalczyka, ale strony porozumiały się i wyjaśniły sytuację. "Wszystko pod kontrolą, nic się nie zmienia." - powiedział Luiz Eduardo Baptista 8 lipca. Przypadek czy nie, od tego momentu Flamengo zaczęło wydawać więcej i celować w bardziej znanych zawodników.
Kłopoty finansowe, które Flamengo przeżywało na początku roku, to już przeszłość. Tylko dzięki sprzedaży Gérsona (płatność z góry od Zenitu) i Wesleya (do Romy), a także premii za udział w Klubowych Mistrzostwach Świata, Rubro-Negro zbliżyli się do blisko 100 milionów euro przychodów. Mimo pełnej kasy początkowo w klubie panowało przekonanie, że "posiadanie pieniędzy nie oznacza, że trzeba je wydawać".
Jednak Flamengo zdecydowało się sięgnąć do kieszeni, by wzmocnić skład osłabiany przez kontuzje (w ostatnim meczu z Red Bull Bragantino brakowało aż ośmiu zawodników), tak by nie stracić siły w walce o trofea w drugiej połowie sezonu. Przykładem jest sytuacja z Gérsonem - początkowo klub uważał, że nie potrzebuje jego zastępcy, bo grał bardziej z przodu po prawej stronie, gdzie mógł go zastąpić Luiz Araújo. Mimo to ściągnięto Saúla, którego styl gry przypomina Gérsona.
FLAMENGO NIEMAL PODWAJA ZAKŁADANY BUDŻET
Do dziś Flamengo nie opublikowało jeszcze na swojej stronie budżetu na 2025 rok. Nowe władze przygotowały go od nowa po wygranych wyborach. W kwietniu portal Globo Esporte dotarł do danych i ujawnił, że klub zatwierdził 25 milionów euro na zakup praw do zawodników w tym sezonie.
Ta kwota już została przekroczona - łączna suma wydatków w tym oknie niemal ją podwoiła. Licząc Juninho, Emersona Royala, Samuela Lino i Jorge Carrascala (który już jest dogadany, ale czeka na zgodę Dynamo Moskwa), Flamengo wydało około 50 milionów euro. Do tej kwoty nie wliczają się zawodnicy pozyskani bez opłat transferowych - ich premie są wliczane w wynagrodzenie. Dotyczy to Danilo, Alexa Sandro, Jorginho i Saúla.
• Juninho: 6 mln euro
• Emerson Royal: 9 mln euro
• Samuel Lino: 22 mln euro
• Jorge Carrascal: 12 mln euro
Flamengo będzie musiało złożyć wniosek o zwiększenie budżetu i zatwierdzić go w Radzie Deliberatywnej, by uzasadnić wyższe wydatki. Nie powinno to być problemem, bo klub również przekroczył plan dochodów ze sprzedaży zawodników. Celem było 35 milionów euro, a Flamengo już zapewniło sobie 65 milionów euro ze sprzedaży Carlosa Alcaraza, Gérsona i Wesleya, nie licząc bonusów.
Ostatnim transferem jest Samuel Lino. Flamengo zapłaci Atlético Madryt kwotę 22 milionów euro plus premie za osiągnięcie celów. Wszystko wskazuje na to, że po tym ruchu Rubro-Negro ograniczą aktywność na rynku, ale nadal monitorują okazje.
Do tej pory wzmocniono pozycje prawego obrońcy, środkowego pomocnika i lewego skrzydłowego. Dyrektor techniczny José Boto kontaktował się też z klubami w sprawie napastników. Jednym z celów był Taty Castellanos z Lazio, ale włoski klub nie chciał go sprzedać. Zainteresowanie wzbudził też Lucas Beltrán z Fiorentiny, ale Flamengo nie posunęło się dalej w negocjacjach.